WRÓBEL

Przemyślenia Brak Komentarzy »

  Wróbel…….   

……..kiedyś usłyszał od bardzo mądrej Sowy,

że wiosną na Wierzbie  KWITNĄ „kotki”.

 I choć żył już na tym świecie wystarczająco długo,

to nigdy nie widział kwitnącego KOTKA (!)

 Bardzo, ale to bardzo, zapragnął zobaczyć,

jak taki kwitnący KOTEK wygląda.

Zaciekawiony, znalazł odpowiednie, wierzbowe drzewo.

Usiadł i ………czeka

 Z jednej strony trochę się boi, gotów odlecieć w każdej chwili.

Jednak z drugiej strony ciekawość silniejsza, każe pozostać i czekać.

 Czeka.

Patrzy.

……………..czeka.

 Już promienie słońca na dobre przegnały zimowe chmury i rozpuściły ostatnie, kryształowe sople lodu.

Już z ciepłym, zachodnim wiatrem, nadleciały dzikie gęsi.

Już zakwitły ranniki, przebiśniegi i krokusy…..

 …….I nic!…….

 Na Wierzbie oprócz……….zwykłych  BAZIOWYCH pędzelków ………nic innego nie ma, i nie ma.

 Ani jeden KOTEK tu się nie wdrapał i nie zakwitł.

Ba! nie przeszedł nawet w pobliżu drzewa!

 - Eeee, to jakaś bzdura! Sowa musiała się pomylić! – pomyślał rozczarowany --  TU   KOTY  raczej nie kwitną i  nie zakwitną!

 Chciał już odlecieć.

Lecz zamyślił się na chwilę i……….. podskakując na gałęzi, dodał z radością:

  To świetnie! To znakomicie!  To wspaniale!

To oznacza, że jest to idealne miejsce na zbudowanie bezpiecznego gniazdka :)) dla moich Wróblątek :)).

Lecę podziękować Sowie i do ……. pracy!

 

BAŻANT

Przemyślenia Brak Komentarzy »

                                

- „……Ko!! ….Ko!! …..Koooo!!……a gdzie się pochowały moje Kuuuuurki?!” – zapiał głośno Pan B.

Pomachał z furkotem skrzydłami,  energicznie otrzepując barwne pióra, aż zaiskrzyły w słońcu miedzianą tęczą.

I połyskując swoim rubinowym okiem zerkał to tu, to tam, próbując, w gęstej szarości traw, dojrzeć swoje małżonki.

 - „Poszły za ….górki! ….. Po-sz-sz-sz-ły …..za….. górki! ” -  zachichotały suchym szelestem, stare dębowe liście, przywiane tu nie wiadomo skąd i po co.

 - „…….Jakie górki, ….ko, ….ko….? …. Tu nie ma gór.  Z całą pewnością nie ma tu gór” -   wygdakał dumnie Pan B.

 - „I nie ma ….kur! …. I nie ma …..kur!! ” -    dalej chichotały suche liście, drwiąc nieco z Pana B.

 - „A może źle usłyszałem?  I poszły za chmurki?” – zastanawiał się Kogut i choć nie bardzo sam w to wierzył,  jednak na wszelki wypadek spojrzał w niebo w poszukiwaniu swoich Kurek w chmurkach.

 Ale tam w górze nie było, ani Kurek, ani chmurek tylko…….  Wiatr, który  beztrosko tańczył,  poderwawszy suche liście z traw. I kręcąc nimi w powietrzu, zamienił je w bezskrzydłe  Ptaki  wirujące zgodnie z jego wolą. By znów,… za chwilę, ….nie kończąc tańca, …. porzucić je pozwalając  z cichym szelestem opaść gdzieś na ziemię……………. 

………….I już samotnie, w swoim rozdmuchanym szaleństwie, pognać gdzieś dalej i dalej i …….daaaaaleeeeej.

 - „Zaczekajcie! ko, ko…… Dokąd lecicie? Do gór? Czy chmur?”…..  – zawołał za nimi Pan B.

 Lecz z daleka dobiegł  tylko cichnący chichot, bez wyraźnej odpowiedzi o górach, chmurach, czy Kurach.

Chciał polecieć za liśćmi, lecz wzruszył tylko ramionami skrzydeł i …………… został.

 Pogrzebał lewą nogą w ziemi.

Pomyślał.

Zagdakał.

Pogrzebała prawą nogą i

- „…..Ko!! Ko!!, Koooo!!!!!…..” – jeszcze raz, głośnym pianiem, przywołał swoje małżonki, nagle zaniepokojony ich długą nieobecnością.

 - „Sam zajmę się swoją rodziną, ko….ko….” -  gdakał po cichu  -  ”Bo co o moich Kurkach wiedzą stare. suche liście, pozbawione własnej woli, miejsca i rozumu? „

…………NIC!, zupełnie NIC!…. – pomyślał.

- „Szeleszczą tylko i chichoczą!…..ko….ko…”  -  dodał, pracowicie rozgrzebując ziemię w innym miejscu. 

- „Lepiej pogrzebię tu trochę głębiej, może jakiś tłusty robaczek znajdzie się dla moich pięknych Żoneczek?”

     Ooo! …Już tu biegną, moje ko, ko…..ko…. kochane Łakomczuszki. Ech! te kobiety! Smaczny robaczek, jak cudny klejnocik, niezmiennie robi na nich ogromne wrażenie, hmmm…..

-”KOOOO!!  …Koooooo!!  ….ko..oooo” – :))

 

 

SZAROTKA

Artykuły Brak Komentarzy »

                               

Mała Szarotka, w szary płaszczyk otulona, głośno szlocha. Smutna, zmartwiona, skulona :((.

Kamień leżący obok, pyta:

- Dlaczego ronisz łzy i ciągle wzdychasz?

- Och, płaczę, bo jestem taaaka szara. Bóg Kwiaty malował tęczą, a dla mnie pewnie zabrakło już barw. Zostałam stworzona na końcu. – wyszlochała Szarotka.

Kamień zdziwił się tylko, bo też był szary ale nigdy tak o sobie nie myślał.

Bóg usłyszał rozmowę, roześmiał się serdecznie i z góry przemówił do Szarotki:

- Nie stworzyłem Cię na końcu, tylko jako pierwszą. Powstałaś, gdy Świat dopiero wyłaniał się z mroku Nocy, a Dzień jeszcze nie istniał, ani Tęcza barw, ani inne Kwiaty. Stworzyłem Cię na wzór blednących Gwiazd i szarości Przedświtu. Otuliłem w ciepły płaszczyk z mgły porannej. I przytuliłem do górskich kamieni, aby osłaniały Cię od Wiatru i nadmiaru Słońca. Zobacz jak jesteś piękna. Przecież wyglądasz jak Szara Gwiazda, dlatego nazwałem Cię Szarotką.

Pogłaskał Szarotkę po szarym, aksamitnym płaszczyku i zniknął za białym obłokiem marzeń.

Od tej pory Szarotka już nie płacze. Uśmiecha się każdego ranka, a w duchu nazywa siebie „Gwiazdą Szarości rodzącego się Dnia”.

http://www.mati.com.pl/delf21/krowieoko/galeria/janczy_g1/szarotka.jpg

pozdrawiam