Dzień dobry :))
 
Tym razem największe wrażenie (w Indiach) zrobiło na mnie spopielanie ciał.
U nas śmierć jest wielkim tabu, którego dotykamy w białych rękawiczkach z odrobiną  niepewności i strachu przed piekłem :)).
W Indiach to naturalny proces bez znaczenia. Sprawia to wiara w reinkarnację. Nieśmiertelna przecież Dusza opuszcza ciało i pełne cierpienia życie, aby ponownie odrodzić się w lepszych być może warunkach.
 
Spopielanie mniej więcej wygląda tak: najpierw ciało, zawinięte w całun, układane jest na drewnianych tragach wymoszczonych suchymi, palmowymi liśćmi. Ciało również przykrywa się takimi liśćmi i posypuje kwiatami. Następnie kondukt przechodzi na miejsce spalenia. Najlepiej gdy znajduje się ono nad rzeką.
Nosze z ciałem układa się na przygotowanym stosie, ułożonym wcześniej z suchych gałęzi. Taki stos ma wymiary 2 m długości, 1 m szerokości i 1 m wysokości.
Rodzina asystuje przy podpalaniu stosu i obserwuje spalanie ciała aż do momentu, gdy pęknie czaszka. Huk rozrywanych kości głowy jest sygnałem, że naczynie, jakim jest ciało, zostało zniszczone i dusza nie ma już powrotu. Na tym kończy się ceremonia. Wszyscy się rozchodzą. Na miejscu spopielania pozostają tylko „grabarze”.
Czekają aż stos dopali się do końca.
 
Taki „pochówek” kosztuje i nie każdego na taki „luksus” stać. Biednym i bezdomnym wystarczyć musi polanie zwłok jakimś bardzo tanim materiałem łatwopalnym. Bez stosu, całunu, noszy, kwiatów i konduktu.
Niedopalone resztki wrzuca się do rzeki.
 
W chłodne grudniowe i styczniowe  noce w gorącym popiele sypiają pieski. Nic się w Indiach nie marnuje, nawet ciepło.
 
Dodam jeszcze, że ludzkie ciało bardzo cuchnie przy spalaniu :))
 
 
 
Pozdrawiam serdecznie :))
Ewa